Wyjazd w związku z tym, że najtańszy na świecie, rozpoczął się od godzinnego opóźnienia autobusu. Jako, że jestem szczęściarą jakich mało, dostało mi się miejsce bez oparcia. No i jedź sobie tak 4 godzinki. Towarzystwo wyśmienite. Sepleniący 70-letni Anglik, który chciał wiedzieć o Polsce wszytko.. (po godzinie musiałam udawać, że śpię) oraz wymiotujący do worka, cały zielony człowiek.

Pierwsza noc na wyspie. Hotel super. Znalazłam tylko jednego karalucha, ale leżał już na plecach więc nie był w najlepszej kondycji. Za to w nocy, szalony tupot małych stóp. W międzyczasie i ja się pochorowałam, także było mi bardzo wesoło. No i tyle słowem wstępu. W związku z tym iż bardziej podoba mi się formuła większej ilości zdjęć i jak najmniejszej ilości pożytecznych informacji – tak właśnie robić będę!

Na wyspie trafiliśmy na karaoke w knajpie na środku wody. W Wietnamie na karaoke chodzi się w pidżamach. Śpiewałam California dreamin’ z niemcem. A chciałam jakiś lokalny hit. Oni nie..

Lokalny raper.

Ładne widoczki.

Łódka ale nie nasza. To taka droższa. My wydawaliśmy kasę na inne atrakcje.

Kajutka, jak się okazało przy wyjeździe, w której tylko „wygładzają” pościel na przyjazd następnych. Na zdjęciu nr 2 sklep.

W planie atrakcji było 50 – cio minutowe łażenie po jaskiniach…

I 45 -cio minutowe kajaki. Skandal.

Powrót ciągnął się i ciągnął, bo na wszystko trzeba było non stop czekać. Przynajmniej widoki spoko.

Ale jak wiadomo, najważniejsze żeby było bezpiecznie!

 

 

 

 

Comments closed

Comments are closed.